Spaghetti nie po włosku

Spaghetti jakie robię zupełnie nie przypomina tego włoskiego. I mimo, że nie hartuje makaronu wcale nie zależy mi na tym, żeby się nie rozwarstwiał i oblepiał sosem. Zastanawiacie się dlaczego? no cóż, moje spaghetti to raczej dodatek do sosu. To danie, które jest tak syte, że po najedzeniu bolą nas brzuszki i jedynym ratunkiem jest orzechówka.

Spaghetti – krok po kroku

Najpierw wstawiam wodę na makaron, oczywiście osoloną. Wrzucam na gotującą wodę makaron i gotuję zgodnie z przepisem na opakowaniu. Jak jest dobry, odcedzam na sito. W między czasie na rozgrzanym oleju, na patelni podsmażam mielone. Jak czytacie moje przepisy, to zapewne się domyślacie, że mielone mam ze świnobicia. Mięso solę, pieprzę i dodaję trochę papryki mielonej. Kiedy mielone jest już lekko podsmażone dodaję pomidory krojone z puszki, ale mogą też być całe. Dodaję dobre pół szklanki ketchupu i podlewam wodą. Gotuję tak długo jak gotuje się makaron, następnie dosypuję zielonej pietruszki. Kiedy wszystko się gotuje, to ścieram ser żółty.

 

Spaghetti – podanie

Jak już mięsko jest gotowe i makaran odcedzony, czas na jedzenie. U mnie w domu nie podaje się potraw na wydzielonych talerzach, pewnie zauważyliście przy innych wpisach. Spaghetti też podaję w wazie, bo najlepiej się do tego nadaje. Najpierw wrzucam makaron, na to sos z patelni, a całość pokrywam żółtym serem. 

 

Nie jest to danie dla vegan ani vegetarian, jest wysokokaloryczne i w pełni mięsne. Nie jadamy go codziennie a średnio raz w miesiącu. I mimo, że pewnie nie jest zdrowe, to jest smaczne a jedzenie takiego dania sprawia nam przyjemność. A że jest nam bliżej niż dalej, tak długo jak będziemy mogli niczego sobie nie będziemy odmawiać. Po obiedzie (nie zalecam jadania mojego spaghetti na kolację, mimo wszystko) warto zafundować sobie kieliszek własnej roboty orzechówki na dobre trawienie.

Przepis podaję tutaj, możesz go sobie pobrać: Spahetti

Mam jeszcze wiele niezdrowych przepisów, jeżeli chcecie wiedzieć jakich to zapraszam do subskrypcji.