Na smyczy – ubezwłasnowolnienie mężczyzny.

Sięgnęłam książkę z półki i już wiedziałam, że ją przeczytam. Sama okładka wzbudziła ciekawość, a tytuł „Na smyczy” wzbudził moje podejrzenia co do treści. Ta powieść musiała być o kobiecie, która trzyma mężczyznę na smyczy. Co sobie pomyślałam, kiedy przeczytałam kilka pierwszych zdań? Wstyd się przyznać …, ale zastanawiałam się, czy jestem jak ta kobieta. Rozumiecie, że musiałam to sprawdzić.

Akcja powieści zaczyna się siedem lat po ślubie Vincenta z Laurence w Paryżu. Głównym bohaterem jest mężczyzna (przynajmniej jest narratorem wydarzeń), Vincent — mąż Laurence.

No właśnie — mąż, żigolak, nieudacznik i pasożyt — tak o sobie myślał i tak o nim myśleli inni, przyjaciele żony z wyższych sfer. Aż tu nagle „spada” na niego majątek, zarobił milion dolarów amerykańskich.

VINCENT – HISTORIA

Młody chłopak urodzony i mieszkający w Paryżu, nieopodal Montparnasse. Był dobrze zapowiadającym się kompozytorem i wróżono mu wielką karierę. Dość prędko stracił rodziców i musiał sobie radzić samemu. Razem ze swoim przyjacielem wiązali koniec z końcem, zabawiali się z dziewczynami i grali na wyścigach. Do czasu, kiedy na jednej z zabaw poznał Laurence. Wtedy jego życie się odmieniło, owładnęła nim, omotała i zaproponowała ślub. Nie ważne, że jej nie kochał, ona uważała, że z czasem pokocha. Zaraz po ślubie „przeflancowała” go do swojej sfery, odsuwając od dotychczasowego życia. Była bogata, wyszła za Vincenta wbrew ojcu, który widział w nim miernotę i obiboka czyhającego na majątek jego jedynej córeczki. Matka dziewczyny jednak zostawiła jej cały swój majątek i mimo odcięcia od pieniędzy ojca, była nadal właścicielką kilku zabytkowych nieruchomości w Paryżu i innych wartościowych ruchomości. I tak chłopak został zapięty na smycz, dostawał niewielką miesięczną pensję, która nie starczała na nic więcej, jak na rachunki za obiad jedzony z żoną. Został ubrany zgodnie z gustem żony, ale mógł korzystać sam z fryzjera, co mu w zupełności wystarczało. Miał własną pracownię w domu, gdzie mógł tworzyć w ciszy. Jeździł prezentem od żony, nosił złote spinki od żony i musiał kłamać, chcąc wyjść na spotkanie z przyjacielem. O kobietach mógł zapomnieć, był za biedny, żeby wdawać się w romanse. Aż …

VINCENT – MILIONER NA SMYCZY

Któregoś dnia stworzył melodię do filmu, która dała mu sławę, pieniądze i niezależność. Jednak co do niezależności, to niestety tylko hipotetycznie. Laurence wraz ze swoim ojcem szybciutko zadbali, by nie mógł bez żony podjąć ani franka. I właśnie wtedy Vincent zrozumiał, że został prawie ubezwłasnowolniony. Ubezwłasnowolniony z miłości i z zaborczości. Zrozumiał, że od siedmiu lat jest na smyczy. Przypomniał sobie, jak chciał podjąć pracę i żona zachorowała, chorowała tak długo, aż posada została zajęta przez kogoś innego. Kiedy chciał wyjść, to żona zawsze miała dla niego inną propozycję. Tu następuje cała seria przemyśleń Vincenta i zachowań mających na celu przeciwstawienie się żonie. Aż w końcu dochodzi do decyzji odejścia. Jednak przed wyjściem tworzy kolejną piękną melodię …, tego już Laurence nie zniosła.

MOJA REFLEKSJA

Po przeczytaniu odetchnęłam z ulgą, mam wiele wspólnego z Laurence, ale więcej mnie od niej różni. Co prawda mój mąż nie do końca się ze mną zgadza, ale wiadomo, jak to mąż. To prawda, że zawładnęłam życiem mojego męża, odcięłam od przeszłości i nigdzie nie puszczałam samego. Z chorej zazdrości — tak myślę — bo trudno to inaczej wytłumaczyć. Jednak z czasem mężową smycz rozluźniłam, nie tylko finansowo. Moja miłość dojrzała, nabrała wartości dojrzałego związku. Ale przede wszystkim cieszę się z sukcesów mojego męża, wspieram go, nie tylko materialnie, ale też mentalnie. Zawsze tak było i zawsze mógł i może na mnie liczyć, a pieniądze, które zarabia są jego (żeby miał na prezenty dla mnie). A tak poważnie, myślę że początkowo wiele kobiet chce mieć mężczyznę tylko dla siebie, nie dlatego, że nie wierzy w jego miłość, ale dlatego, że chce się tulić, być blisko, być rodziną. Nie traktowałam nigdy drugiego człowieka (mężczyznę — znaczy się), jak zabawkę, ale jak partnera. A że ja trzymam finanse to nie dlatego, żeby mąż musiał tłumaczyć się z każdej złotówki a dlatego, że tak postanowiliśmy. W końcu jestem w tym lepsza.

A jakie Wy macie zdanie? Czy kobiety naprawdę uzależniają od siebie mężczyzn? Jak to robią? Czy tylko finansowo, dziećmi i chorobą, czy mają inne sposoby?

A może to mężczyźni uzależniają kobiety i trzymają je na smyczy? Ciekawa jestem bardzo Waszych komentarzy.