Klientka – recenzja i historia pewnego donosu

Klientka Pierre’a Assouline zrobiła na mnie wrażenie na tyle duże, że postanowiłam tej książce poświęcić osobny wpis. A przy okazji opwiedzieć historię pewnego donosu.

„Klientka”, to już druga powieść jaką czytałam tego pisarza. Jakiś czas temu pisałam krótko o książce „Portret” https://danka.edu.pl/ksiazki-przeczytane-iii-kwartale-2017-r/, która wyjaśniła mi dużo na temat funkcjonowania społeczności żydowskiej. „Klientka” również porusza kwestię żydowską na terenie Francji podczas II Wojny Światowej.

Klientka- krótko o fabule

Narrator powieści podczas pracy nad kolejną biografią dość znanego pisarza trafia na donos dotyczący jego pochodzenia. Donoszono, że jest on pochodzenia żydowskiego, a że było to podczas II Wojny Światowej, sprawa była skompikowana. Wtedy udowadniało się nie kim się jest, tylko kim się nie jest. Narrator postanowił sprawdzić prawdziwość tego donosu i dostał pozwolenie na pracę w tajnym Archiwum. Przeglądając dokumenty trafił na donos dotyczący jego znajomych. Ponieważ podczas „aryzacji” we Francji w okresie okupacji Żydzi nie mogli prowadzić ani przedsiębiorstw, ani zakładów rzemieślniczych, na podstawie tego donosu oskarżono rodzinę kuźnierzy o nielegalną działalność i deportowano do obozu śmierci. Uratował się jedynie jeden z synów starego rzemieślnika – znajomy narratora. Nasz bohater podąża dalej i szuka autora donosu. Robi to tyko dlatego, żeby dowiedzieć się dlaczego ludzie donosili na innych.

Moja refleksja

Dlaczego ta książka mnie tak bardzo poruszyła? Dlatego, że narrator poszukał autora donosu. Spotkał się i chciał dowiedzieć się dlaczego donióśł. Jednak nie było to łatwe, nawet stosując metodę zastraszenia nie dowiedział się niczego. Wewnętrznie nasz bohater nienawidził donosicielstwa i chciał sprawę ujawnić. Jednak wtedy dotarł do urzędnika z okresu okupacji (który prowadził po wojnie spokojne, szczęśliwe życie – On tylko wykonywał pracę, a że był nadgorliwy, to tylko w imię dobrze wykonywanych obowiązków), który przyczynił się bezpośrednio do śmierci tej rodziny. Dotarł do powojennych gazet i sąsiada znającego całą historię. Wtedy też otrzymał odpowiedź.

Nie chcę zdradzać treści, bowiem warto przeczytać tą powieść. Może po jej przeczytaniu i nam przyjdzie zmienić system wartości i ocen. Może często zbyt szybko oceniamy ludzi, sytuacje, trudności. Kierujemy się własnymi poglądami nie widząc krzywdy jaką wyrządzamy. Ile razy nie możemy już przeprosić za swoje słowa, czyny i sądy. Zostajemy z tym i niesiemy ciężar przez resztę życia. Jak często kat okazuje się ofiarą, a my musimy zmierzyć się z prawdą.  A na koniec …..

Historia pewnego donosu

Doniósł ktoś kiedyś na Was? Na mnie, tak. Było to 5 lat temu na wiosnę, początek marca. Dostałam wezwanie do Spółdzielni Mieszkaniowej. Ktoś doniósł na mnie, że mam brudny balkon i ptaki u mnie siedzą. Fakt, tak było, ale obiecaliśmy sobie z mężem przed Wielkanocą sprzątnąć. Zostały nam jakieś trzy tygodnie, byliśmy dość zajęci, a na balkon jeszcze nie wychodziliśmy, bo zimno było straszliwie.  No ale nic, sama nie poszłam, wysłałam męża. On grzeczny, spokojny i dyplomatyczny najlepiej załatwi tą sprawę – myślę sobie. Poszedł, przywitał się i zapytał urzędnika, kto zazdrości nam nowego samochodu. Urzędnik wił się trochę, ale w końcu było jasne kto.

Trochę się zdziwiam, bo Ci sąsiedzi, żeby zobaczyć mój balkon musieli chyba zamontować peryskop. Ale bardziej niż zdziwiona, byłam rozżalona. Tym sąsiadom przez wiele lat pomagałam w różny sposób, bo byli w potrzebie (chociaż nie  zrezygnowali z palenia).  I pewnie przeszłabym do porządku dziennego gdyby właśnie nie ten mój żal. Ułożyłam sobie gadkę, że niby tylko faszyści i komuniści donosili na sąsiadów, ale nie miałam okazji im tego powiedzieć. Omijali mnie dużym łukiem, przechodzili na drugą stronę, spuszczali głowę do kolan. Pewnie się rozeszło, że wiem, bo wszystkim sąsiadom, a mam z wieloma bardzo dobre stosunki, powiedziałam, żeby umyli balkony, parapety, okna, bo sąsiedzi doniosą jak na mnie. I jak skończyła się historia donosu, o której przypomniała mi ta książka, no cóż …., od dwóch ponad lat mam nowych sąsiadów.

I jak nie wierzyć, że kuźnierz miał sklep w lustrach, by móc zawsze w nich się przejrzeć, a donosiciel nie miał ani jednego. 

%d bloggers like this: