Gość w dom – fałsz w dom i łamanie zasad

Gość w domu to dla mnie wydarzenie, szczególnie wtedy gdy przyjeżdża do nas, wydawało by się, bliska osoba. Ostatnio przed świętami mieliśmy gościa za zachodniej granicy, który od 30 lat mieszka poza naszym krajem. Wpis tyczy się gościa, który korzysta z gościnności gospodarza i sytuacji, która zaistniała po jakimś czasie od jego wyjazdu. Dla mnie, osoby niezbyt wylewnej, ale za to z wielkim darem akceptacji ludzi takimi jakimi są, była to sytuacja niezwykła. Przykro mi też ze względu na męża, który jest tą sytuacją zdruzgotany. Bez względu na wykształcenie, pochodzenie i wychowanie zawsze wierzę w szczery uśmiech i prawdę. Wychodzę z założenia, że przecież nie ma powodu, by mnie oszukiwać. A jednak,  fałsz i obłuda, to coś co mnie ostatnio spotkało, po raz pierwszy w życiu i sprawiło, że chcę się tym podzielić. 

Wujek Rataj

Kiedy poznawaliśmy się lepiej z moim mężem wiele o sobie opowiadaliśmy, przytaczaliśmy sytuacje i wydarzenia z dzieciństwa, wczesnej i późniejszej młodości. Trzeba nadmienić, że pochodzimy z mężem z różnych środowisk i mamy bardzo zróżnicowane wspomnienia z przeszłości. Pewnego razu opowiadał mi historię, która mnie zszokowała. W roku 1977 w małych miasteczkach nie było jeszcze takich standardów mieszkaniowych, jak w dużych miastach. Ubikacje były na podwórzach, a ludzie myli się w miskach. Mój mąż pojechał do swojej babci, do takiego małego miasteczka, raczej w biedniejszej części naszego kraju. Babcia mojego męża była zaradną kobietą, dbała o dom jak tylko mogła, świetnie gotowała i piekła. 

Latem właśnie tego roku w odwiedziny do babci przyjechał kuzyn z wielkiego miasta (z Gdyni). Siedział tydzień, zajadał się pysznymi potrawami, chwalił jak mógł babci gościnność. Na pożegnanie dziękował, mówił o najwspanialszych wakacjach jakie miał od lat. Babcia szczęśliwa, że kuzyn wyjechał taki zadowolony.

Po miesiącu przysłał list. Napisał jak to spędził okropne wakacje w domu swojej kuzynki. Narzekał, że musiał korzystać z latryny, bo nie było kanalizacji. Myć się musiał w misce, bo nie było wodociągów. W ogóle było ciasno, bo nie spał w osobnym pokoju. Nadmienił, że wszędzie śmierdziało (babcia chowała dla siebie zwierzątka, jak to w takich mieścinach) a babcia rzekomo nie potrafiła się dobrze wysławiać. Mąż dobrze pamięta jaki babcia miała żal i zawód. Nie mogła zrozumieć tego fałszu, tej dwulicowości i tego, że jeżeli mu się nie podobało to mógł wyjechać albo powiedzieć co mu nie pasuje. A on obsypywał ją komplementami na pożegnanie.

Nasz Gość – wizyta

Nasz Gość przyjechał późnym wieczorem, odbieraliśmy go na rogatkach Poznania, by ze spokojem przejechał miasto. Krótkie przywitanie, wódeczka na stół i gadanie prawie do rana. Ponieważ od kilku lat się nie widzieliśmy, postanowiliśmy tak zorganizować sobie pracę, żeby móc poświęcić jak najwięcej czasu naszemu G. Już od niedzieli spacery na Stary Rynek, a od poniedziałku po marketach i sklepach. Osobiście to z mojej strony duże poświęcenie, bo nienawidzę chodzić po sklepach a zakupy najczęściej robię przez internet lub „mężem”. No, ale dla gościa robi się wiele rzeczy i nagina zasady. Mój G. odwiedził w Poznaniu prawie wszystkie salony samochodowe, mimo że kupił nowy samochód, ale po prostu lubi więc chodziliśmy. Wieczorami mąż zajmował się gościem, rozmawiał, polewał i doradzał.

Nasz Gość – pożegnanie

Zbliżał się czas świąteczny, ale tak się z mężem zorganizowaliśmy, że wszystko było gotowe na czas. Bardzo cieszyliśmy się z prezentów, uwielbiamy kapustę kwaszoną na winie, reńskie wina i niemieckie regionalne piwo. Po Wielkanocnym śniadaniu nasz gość wracał do domu. Uraczył mnie miłymi słowami, jaka to ja jestem najlepsza bratowa (zresztą wtedy jedyna) i jak fajnie u nas było. A kiedy zrobiliśmy mu małą niespodziankę w postaci albumu i ręcznie robionych drobiazgów to rzewnie zalał się łzami. Uścisków i wzruszeniu nie było końca. Byliśmy szczęśliwi, że wyjechała taka zadowolona.

Po miesiącu Gość (kobieta) zadzwonił  i wylał wszystkie swoje żale, oczywiście upewniając się, że nie ma mnie w pobliżu. Ja taka niedostępna. Nie chciałam jej przeprać bluzki w pralce i musiała przeprać w misce. Paliła na balkonie a mi się nie podobało się, że przechodzi przez sypialnię (u nas się nie pali, a ja wieczorem kładłam się do łóżka). Że nawet nie poczekałam aż wyjedzie i zmieniłam pościel (zmieniałam na święta). Że miała ochotę wyjechać w połowie tygodnia, ale chciała sobie przypomnieć święta w Polsce, więc została. Chciała mi strzelić w „papę” za to,  że wtrącam się do rozmowy między rodzeństwem, kiedy ona rozmawia. Było tego więcej ale to nie istotne. Na koniec nasz Gość nas do siebie zaprosił, nie zapominając o wyśmianiu mojego zdrowia. Mój mąż odłożył słuchawkę i …….

Refleksja

Czterdzieści lat po przykrych wydarzeniach z dzieciństwa mojego męża (przy okazji i mnie) spotyka taka sama sytuacja co babcię Annę. Naszego Gościa wiążą z wujkiem Ratajem więzy krwi, są z tej samej rodziny (babcia Anna była przybraną babcią mojego męża). Zastanawiam się, co ma największy wpływ na to, że ludzie mogą być tacy fałszywi. Czy to są geny, wychowanie w dzieciństwie, środowisko w jakim przebywasz czy charakter. Po tej całej sprawie najbardziej jestem zła na siebie. Zła, że złamałam domowe zasady w imię gościnności. Zła, że wybaczyłam dawne przykrości, jakie mnie spotkały i zapomniałam,  a powinnam wybaczyć i nie zapominać. Nigdy nie spotkałam się z takim fałszem, zakłamaniem i dwulicowością w swoim życiu. 

A Wy mieliście taką sytuacje kiedyś?, spotkaliście takich ludzi, a może gościliście ich w swoich domach? Czy takie zjawisko jest czymś normalnym i może tylko mnie taki fałsz bulwersuje? Czy gościlibyście ponownie taką osobę w swoim domu? Czy warto naginać zasady w imię gościnności? Podzielcie się ze mną swoimi odczuciami. A jak Wam się podobają moje wpisy, to zapraszam do subskrypcji.

 

  • Kasia Motyka Kocikowa Dolina

    Danuś, czekałam na ten zapowiadany wpis.
    Po jego przeczytaniu sama poczułam ten Twój żal… myślę, że spotykają nas czasem tekie sytuacje po to, by utwierdzić w przekonaniu, że kiedyś wyrobione zdanie, powzięte decyzje i działania były dla nas najlepsze i słuszne.
    Każdemu należy się druga szansa… jednak nie każdy jest jej wart, a trzeciej przypuszczam nie będzie.
    Pozdrawiam Was oboje.

    • Danuta Brzezińska

      Dziękuję Kasiu, tak druga szansa tak, ale trzecia nie koniecznie:-)

  • Małgorzata Kaminiecka

    Danka, uważam tak samo jak Pani Kasia, że należy dać ludziom drugą szansę. Wiem też, że nie wszyscy na nią zasługują. ..
    Najważniejsze jest to, że Wy nie macie sobie nic do zarzucenia. Myślę też, że w wyjątkowych sytuacjach warto złamać czasami domowe zasady w ramach gościnności. Zapewniam też, że są ludzie, którzy to docenią. Tymi, którzy niedoceniają nie warto się przejmować, choć wiem, że trudno.
    Pozdrawiam Was serdecznie.

    • Danuta Brzezińska

      Małgosiu, może dlatego tak to przeżywamy, bo wiele razy odpuszczamy, każdy może mieć złe dni, trudne chwile itd. Wszystko tłumaczymy, tylko ile można wobec tej samej osoby. Wiem, że nie wpłynie to pewnie na innych ludzi, ale z tym Gościem już pewnie nie będziemy mieli do czynienia. Ale życie uczy, nigdy nie mów nigdy:-) Pozdrawiam i dziękuję za te słowa.

  • często jest tak, że staramy się być gościnni ponad wszystko i robić dobrą minę do złej gry..
    bardzo przykra sytuacja

  • Nie miałam takiej sytuacji, ale aż brak słów. Gość powinien zapaść się pod ziemię ze wstydu…

    • Danuta Brzezińska

      Nie zapadł się, wręcz się śmieje.

  • Katarzyna

    Powiem slangiem: masakra. Irytujące, nie potrzebne relacje. Nigdy więcej takich – Tobie i mi.

  • Mam podobnie niemal codziennie pracując w szkole. Uczeń twarzą w twarz mówi Ci jakim to jesteś świetnym nauczycielem, podlizuje się i kombinuje jak tylko może by dostać dobrą ocenę. A następnego dnia dowiadujesz się od innej osoby, że ten sam uczeń o Tobie mówi – cham, prostak, że jest niedoceniany i milion innych takich podobnych. Hipokryzja do potęgi N-tej.

    • Danuta Brzezińska

      Masakra, od małego uczą się fałszu, a ja tu dorosłym się dziwię. Coś ze mną nie tak:-)

  • Jakże jest to prawdziwe i wszechobecne. Nie raz taka sytuacja mnie dopadła bądź byłam świadkiem. I bladego pojęcia nie mam skąd owy fałsz się bierze. Kilka razy próbowałam naprawić relacje ale to jak grochem o ścianę, niby dobrze ale po chwili wszytko wraca na dawne tory.

    • Danuta Brzezińska

      I nie wiadomo co z taką sytuacją zrobić prawda:-)

  • Andrzej

    ja miałem podobną sytuację. Zaprosiłem znajomych do siebie na działkę (mam domek nad jeziorem), gdzie wiadomo, jak to młodzi ludzie – impreza. Jeden ze znajomych, zaczął krytykować mój domek, który ma już 30 lat, że takie to we Włoszech się stawia, a nie w Polsce. Ogólnie mu dużo nie pasowało. Na szczęście należę do ludzi bezpośrednich i powiedziałem mu, że jak się coś nie podoba, to niech wypier..;P

    • Danuta Brzezińska

      Dał chociaż okazję do natychmiastowej reakcji:-)

  • Myślę, że każdemu z nas zdarzają się podobne sytuacje, jednak jak tylko mogę odsuwam takich ludzi od siebie, jak najdalej. 🙂

    • Danuta Brzezińska

      A co z rodziną zrobić, trochę trudniej:-)

  • O jakże to prawdziwe, pewnie stąd wzięło się powiedzenie – gość jak ryba, jak bezie za długo to zacznie smierdzieć…

    • Danuta Brzezińska

      Dobre, nie słyszałam tego powiedzonka, zapamiętam.

  • Zewsząd bije hipokryzja. Niestety ludzie nie mają odwagi, by powiedzieć wprost, że coś im się nie podoba. Nie umieją ze sobą rozmawiać. To przykre, ale prawdziwe… Ważne, że Wy nie macie sobie nic do zarzucenia!

  • Przykro mi 🙁 Nie znoszę takich ludzi. Chyba też raczej ucielabym kontakt.

  • Ludzie niestety tacy są – biorą ile się da, a i tak nie są zadowoleni. Zamiast wykazać chociaż odrobinę wdzięczności, wolę narzekać, że jakiś drobiazg minął się z ich oczekiwaniami

  • Zastanawiam się czy gdyby mnie spotkała taka sytuacja, to byłoby mi bardziej czy byłabym zła. Pytasz cy gościlibyśmy ponownie taką osobę.Na wszelki wypadek wolałabym uniknąć ponownie takiej sytuacji

  • Zdecydowanie tak i też mam czasem wrażenie, że to geny są odpowiedzialne za fałszywość, dwulicowość i kłamstwa… Takimi ludźmi nie można zawracać sobie glowy…dla własnego zdrowia

  • Iwona Siekierska

    U mnie to jest krótka piłka. Zawsze demaskuję takie osoby, i to zwykle przy dużej publiczności. Jak usłyszę przepraszam, jest Ok, a nawet lepiej. Jeśli nie, unikam kontaktów. Także w rodzinie.

    • Danuta Brzezińska

      Chyba tez tak zrobię, bo nawet nie będzie możliwości zdemaskowania mojego gościa.

    • Dokładnie tak samo, to chyba najlepszy sposób. 🙂

  • Bardzo mi przykro, że taka Was sytuacja spotkała. Czasami im bardziej się staramy, tym mniej dostajemy w zamian…

  • Ta sytuacja , którą opisałaś jest bardzo przykra. Nie doświadczyłam jej jeszcze, a może po prostu jestem jej nieświadoma. Nie wiem czy zdecydowałabym się gościć kogoś takiego ponownie. Raczej nie. I nie rozumiem takich zachowań- zwłaszcza u dorosłych osób!

  • Przykra sytuacja, ktoś się stara jak może a i tak zostaje zjechany. Ja bym się nie przejmowała to ludzie którzy nie znają wdzięczności, radości życia. Myślę, ze to kwestia wychowania..

  • Unikam takich ludzi jak tylko mogę, czasem bezpośrednio mówię co o nich myslę i sami się zwijają z mojego życia.

  • Bardzo współczuje. Takie sytuacje są naprawdę przykre, niestety takich ludzi nie brakuje 🙁

  • Natalie

    nie ma nic gorszego, niż człowiek tego pokroju we własnym domu – nie zazdroszczę 🙁

  • Nie miałam takiej sytuacji, ale chowanie w sobie urazy też podobno nie jest dobre.

    • Danuta Brzezińska

      Na szczęście nie chowam urazy, ale unikam kontaktów z takimi ludźmi. Myślę, że jednak będę pamiętać o tej sytuacji , żeby nie pozwalać ranić mojej rodziny.

  • Angelika Stefanowska

    Bardzo przykre to co opisalaś. Trzeba unikać takich ludzi. Szkoda nerwów.

  • Okropna sytuacja! Nie spotkałam takich gości, ale mam taką koleżankę, co to do Ciebie mówi jaka jesteś wspaniała, by za chwilę gdy się odwrócisz obrobić Ci tyłek i nagadać na Ciebie głupot.

  • janielka

    Na szczęście nie miałam takiej sytuacji. mam nadzieję, ze nie będe miała. Okropna sytuacja

  • Okropna sytuacja! Gdybym sie w takiej znalazła to z pewnością bym się popłakała. Naprawdę.

    Współczuje takiego przezycia. Ja takiego gościa nie miałam (ale wszystko przede mną). Za to spotkałam już takiego typu ludzi i powiem Ci, że często są to całe rodziny – całe rodziny funkcjonują w taki sposób właśnie. Dla siebie nawzajem i dla innych. Z tym, że sobie nawzajem wybaczają, że jeden na drugiego, do trzeciego etc.

  • Niestety takie zachowanie to z jednej strony tchórzostwo (mało ludzi ma odwagę na powiedzenie wprost, że coś im nie pasuje – unikają bezpośredniej konfrontacji), a z drugiej chyba utarte przekonanie, że jak jest się u kogoś w gościnie, to nie wypada robić uwag gospodarzowi. Tylko skoro tak, to po co obsmarowywać gospodarza później? To nieeleganckie.

    A czy warto pod gościa zmieniać plany dnia? Ostatnio odwiedziłam rodzinę w Warszawie, przyjęli mnie i narzeczonego bardzo ciepło, widziałam, że ciocia dużo serca włożyła w naszykowanie obiadu, kolacji. Ale specjalnie z naszego powodu nie zmieniali grafiku dnia – ciocia normalnie szła do pracy, wujek na spacery z psem. A ja z narzeczonym w tym czasie wyszliśmy i zwiedzaliśmy miasto sami. Tak więc chyba nie ma co specjalnie „niańczyć” gości, sami sobie poradzą, jeśli są dorośli 😉 Pozdrawiam!

    • Danuta Brzezińska

      No właśnie po co, trzeba było podziękować za gościnę, nawet jak się nie podobało i cieszyć się powrotem do domu. Bo nie każdemu musi się podobać w gościach, to zrozumiałe,

  • Takie zachowanie jest niestety powszechne. I ja tego nie rozumiem. jadąc do kogos staram się dopasować do JEGO zasad, nie oczekuję wielkich poświęceń i traktowania mnie jak księżniczki

  • Nigdy bym się tak nie zachowała jako gość — choćby nie wiem, jak mi się nie podobało, grzecznie bym podziękowała i wyjechała, po co po fakcie robić komuś przykrość? To zupełnie niepotrzebne, tym bardziej, że miesiąc po wyjeździe i tak się już nic nie zmieni, przecież czasu się nie cofnie.
    Nie wiem, czy to kwestia genów (wątpię), wychowania, czy aktualnego otoczenia, wiem tylko, że to prostactwo i totalna porażka. Tacy goście uważają się za lepszych od gospodarzy pod każdym względem, ale prawda jest taka, że gdyby naprawdę byli dobrymi, wartościowymi ludźmi, to nigdy by się tak nie zachowali.

  • Karolina Jarosz Bąbel

    O tak goście potrafią być nieznośni 😉 Ja zawsze staram się być mało upierdliwym gościem;D

  • No tak to bywa z gośćmi niestety.. Ja nawet jak coś mi się nie podoba to zaciskam zęby i czekam do końca pobytu. Chyba, że jest to coś całkowicie nie do zniesienia.

    • Danuta Brzezińska

      No ale wtedy wystarczy powiedzieć, na wszystko znajdzie się rada.

  • Z gośćmi jak z rybą- po trzech dniach zaczynają śmierdzieć. Ja rzadko miewam gości, raz na kilka miesięcy przyjeżdżają do nas teściowie i nie było jeszcze sytuacji na ostrzu noża. Mam taką reflesję, że goście powinni się dopasować do gospadarzy, ale z tym niestety różnie bywa.

  • Anna Kurtasz

    W zasadzie na dłużej (ok. tygodnia – dwóch) przyjmujemy raz do roku tylko jedną rodzinę. Izoluję się od ludzi, których postępowanie,wartości nie są spójne z moimi, których zachowanie mnie drażni…

    http://przystanek-klodzko.pl

  • Przykro mi, że spotkała Cię taka sytuacja. Ludzie bywają różni. Pozostaje nam tylko ruszyć dalej. Pozdrowienia! 🙂

  • Bardzo mi przykro, że spotkało Cię takie niemiłe zdarzenie. Słusznie masz żal do „Gościa”, który niestety okazał się kompletnie niewychowany. Mnie osobiście nie spotkała taka niewdzięczność od gości, ale niestety w życiu takich sytuacji jest bardzo dużo! Głowa do góry, postaraj się nie wracać do tej przykrej sytuacji, a takim gościom po prostu odmawiaj!

  • Przykro mi, że Cię to spotkało.

  • Hanna Kowal

    Coż bywają goście z niezdrową energią ,którzy być może nam zazdroszczą domowego ogniska, czegoś czego sami nie potrafią sobie stworzyć, zbudować.Niby zachwyceni gościną zbierają wszystkie słabe punkty i zaniedbania gospodarzy by delektować się tymi rzekomymi brakami.Niektorzy z nich posuwają się dalej i z bezpiecznej odleglości(nie mają odwagi osobiście)krytykują bezwzględnie wszystko co spisali w swej głowie.Cóż nie róbmy im przykro$ci i nie zapraszajmy więcej do naszego „traumatycznego” jakże dla nich domu.

    • Danuta Brzezińska

      To jest dobre Haniu, po co im robić przykrość zapraszając 😉

  • Z tymi gośćmi to bywa różnie.. My jak jedziemy do kogoś w gości, to staramy się być w miarę niezależni i nie robić kłopotu. W drugą stronę bywa różnie 😛

  • Nóż się w kieszeni otwiera! Do nas do domu też przyjechała siostra mojego byłego chłopaka i próbowała pokazać się „z tej prawdziwej strony”. Ale jest u mnie, więc niech się zachowuje. Skończyło się bardzo nieprzyjemnie (dla niej oczywiście). Nigdy więcej robactwa do domu się nie wpuszcza.
    I nigdy, PRZENIGDY, nie pozwoliłabym palić na balkonie. Jak chce zapalić – zapraszam na dwór.

    • Danuta Brzezińska

      Tak, teraz tez już nie pozwolę:-)

  • My home is my castle. Nie zapraszam nikogo, więc na szczęście omijają mnie takie sytuacje 🙂

  • Ja nie wiem co bym w takiej sytuacji zrobiła, trzeba mieć tupet, żeby po wizycie jeszcze tak wszystko z siebie wylać… Nie miałam jeszcze takiej sytuacji, ale własny dom dopiero buduję więc wszystko przede mną 😉

  • Niestety są goście bardzo nieprzyjemni – jak w opisywanym przykładzie. Z drugiej jednak strony są też takie osoby jak ja – z gruntu naiwne i szukające dobrych stron w każdym – nawet nieprzyjemnym gościu. Więc wybaczamy i zapraszamy znów – choć istnieje spore zagrożenie, że znów spotka nas coś nieprzyjemnego. 🙂

  • Kasia

    Ojej, ja na szczęście nie miałam w życiu takiej sytuacji. Trzeba jednak przyznać, że ludzie mają tupet!

  • Straszna sytuacja! Moim zdaniem nie ma co się naginać dla ludzi, zwłaszcza takich, których prawie w ogóle się nie zna i nie widuje się ich na co dzień. Ja bym z taką osobą zerwała kontakt, bo tak na zdrowy rozum po co znac kogoś takiego?

  • Wow, szokujace zachowanie, naprawde. Ja ogolnie nie lubie jezdzic do kogos, bo wole byc niezalezna i nie lubie mieszkac u ludzi, ale nie wyobrazam sobie takiej dwulicowosci. Z kolei jak gosc jest u mnie, to tez sie naginam, oczywiscie, ze tak, ale oczekuje, ze gosc tez bedzie delikatny i chociaz okaze jakas wdziecznosc. Przykro mi, ze musialas przejsc przez taka sytuacje…